Zamykam Joggera... Ostatni wpis...

Podjęcie tej decyzji było niezmiernie trudne, ale i zarazem szybkie. Powziąłem ją po pewnym wydarzeniu z moją kobietką. Blog ten powstał w tajemnicy i wiedziały o nim nieliczne osoby - miała nie wiedzieć rzeczona moja kobietka - jednak stało się inaczej. Ktoś, a właściwie jakaś

głupia kurwa

podpierdoliła mnie.

Wczorajszy wieczór nauczył mnie wiele o ludziach. Teraz jest już inaczej. Wczoraj przez to że moja kobietka przeczytała tego joggera nasz związek prawie uległ anihilacji tudzież prawie się rozpierdolił - związek prawie dwa lata - tak do ciebie głupia kurwo mówię. Musiałem się nieźle nagimnastykować ażeby to odkręcić.

Hmmmm... miałem wczoraj na prawdę ciężki wieczór... W związku z powyższym nie będzie już wpisów na tym joggerze i najprawdopodobniej go skasuje za jakiś czas. Pewnie założę sobie jakiegoś techbloga czy coś - nie wiem

I ostatnie słowa: pozdrowienia dla czytających oraz dla

GŁUPIEJ KURWY :)

która zapewne również należy do czytających...

Kupować Behringera BCA2000 czy nie - oto jest pytanie

Mam w planie powrót do mojego muzycznego świata, gdyż jak zapewne wiecie od roku nic nie stworzyłem a ściślej ujmując od matury czyli ponad rok. Chcę kupić Behringer B-Control Audio BCA2000 - oto historia

Chciałbym aby karta dźwiękowa spełniała moje niewielkie wymagania czyli mogła obsłużyć wszystkie efekty jakich używam, miała we/wy midi, zasilanie mikrofonowe Phantom +48V i była na USB gdyż mam laptopa. Wybrałem Behringer B-Control Audio BCA2000 i jak się okazuje dzwoniąc po sklepach i sklepikach może nie zainstalować się na Viście :( - i co teraz?? Przecież nie mogę przeinstalować systemu bo na nim za dużo pracuje - nie wiem co zrobić gdyż nie znajdę takiej karty jak ta do 500 zł i dupa.

Teraz gdy już trochę ochłonąłem zadecydowałem że albo zdecyduje się na jakieś inne gówno co będzie dla mnie bolesne lub zaryzykuje i kupię Behringera - a co tam - przecież przy sprzedaży internetowej zawsze można zwrócić :))) Może się uda, a może nie któż to wie - chyba tylko wielokrotnie już wymieniany w moich wpisach Popek???

Ciekawe jak to się skończy? Może jakiś joggerowy twórca mi pomoże???

Sens życia

Kurwa... znowu mam chujowego doła i nie wiem co ze sobą począć. Nie wiem. Na razie życie dla mnie nie ma sensu . Pieniądze już mnie tak nie pociągają jak kiedyś, nic mnie już nie pociąga, ani alkohol, ani narkotyki, ani ludzie, ani dziewczyny, ani nic - może oprócz muzyki... Wszystko jest mi ganz egal. Nawet z moimi przyjaciółmi nie wiem czy się spotykać nie wiem czy dalej studiować nie wiem czy dalej być ze swoją kobietą nic kurwa nie wiem - oprócz tego że mam robić pieniądze za wszelką cenę. Nie wiem co mam robić z tymi ludźmi - a do niedawna taki byłem radosny i pełen życia - taki katolicki. Nie wiem co się stało. Czuje się jak Pan NIKT tudzież mrówka w mrowisku. Nie mam recepty na życie. Na nic nie mam recepty. Nie wiem dlaczego teraz pragnę poniekąd samotności. Wylewam swoje wewnętrzne smutki o których nie powiem nikomu prosto w oczy, ale pokaże każdemu potencjalnemu internaucie - może dlatego że mam w dupie co myślicie kutasy - tak internauto mówię do ciebie kurwa!!! W sumie to nawet nie skończę tego jebanego posta... i chuj!!!

Sen z piekła

Ostatniej nocy miałem straszny i zarazem dziwny sen - nie wiem co o tym myśleć - może to jakiś znak, ostrzeżenie??? Któż to może wiedzieć jeśli nie sam Popek? Oto on - muszę pisać szybko bo zapominam...

Było to w ciemnym pewnego pokoju - widok miałem na piersi jakiejś kobiety - tak jakbym był w jej oczach. Była ubrana w osiemnastowieczną suknię, pasowała do tego starego pokoju. Nagle nie wiadomo skąd pojawia się moja prawdziwa kobieta(AK) w teraźniejszym odzieniu i bez skrupułów podrzyna jej gardło grubym arabskim nożem. Gdy to robi widok we śnie przestawia się jakieś 70 cm obok tak abym wszystko dokładnie widział - ręce ma całe w świeżej jeszcze ciepłej krwi. Trzyma ten zakrwawiony nóż i patrzy się na mnie wzrokiem jakiego jeszcze nigdy nie widziałem - był taki martwy. Nie wiadomo skąd widok znów ulega zmianie i widzę samego siebie z takim samym nożem, gdy stoję naprzeciw niej. Zacząłem ją dźgać po plecach w nienormalnej furii - nie wiem może z 5 razy, może więcej- byłem cały we krwi - wtedy widok zmieniał się co chwila, raz z moich oczu raz z boku. Ona wstała i stała naprzeciw mnie i patrzyła się na mnie tymi oczami - widziałem że to gówno dało - to mnie totalnie rozjebało i wywlokłem ją na środek pokoju, spojrzałem jeszcze raz w te sine oczy i poderżnąłem jej bardzo głęboko gardło. Gdy widziałem siebie i jej twarz z bliska wraz z absolutnie rozerżniętym gardłem powiedziałem:

-GIŃ!!!

A ona na to:

-Razem z diabłem???

I tak się zakończył mój sen i musiałem szybko się ogarnąć i pędzić do pracy. I CO JA MAM KURWA O TYM MYŚLEĆ???

Odkrycie - małe a cieszy....

Dawno nie pisałem. Ciężko się do tego zabrać w tzw. wakacje. Naszły mnie nowe przemyślenia dotyczące szczęścia którymi mam zamiar się podzielić bo - jak to powiedział Cygan - ...jestem bardzo wylewny... - a więc do dzieła.

Ostatnio zacząłem wszystko traktować z dystansem i na luzie - zwłaszcza pracę i pieniądze i o dziwo świat się nie zawalił z tego powodu. Do tej pory starałem się byś perfekcjonistą i podejmować się rzeczy ambicjonalnie. Przez te założenia i ambicję moje życie dotąd nie było za ciekawe. Byłem strasznie nerwowy i musiałem zrobić to co sobie założyłem. Ciężko było nieraz to wykonać ale to robiłem i przez to byłem nerwowy. Zwłaszcza w pracy byłem bardzo nerwowy. Wszystko przez ambicję.

Teraz wszystko jest luźne. Wyznaję dewizę: "niech to płynie" to znaczy zostawiać rzeczy własnemu biegowi bądź innym ludziom. Nie kiszę i nie żydzę z pieniędzmi jak kiedyś - teraz przelatują mi one przez palce jak woda. Nie wszystko co założyłem musi być wykonane w 100% jak do tej pory, teraz jest to około 75%. Dzięki temu jestem mniej nerwowy i wydaje mi się że o niebo szczęśliwszy niż przedtem. Tamto to był wyścig z czasem i przeciwnościami, a teraz "to płynie" własnym torem. Jest coraz lepiej. Kasy nie brakuje, w pracy się nie wysilam, na Allegro coraz więcej sprzedaje, ze znajomymi się bawię i się nie stresuje co będzie jeśli nie pójdę spać o 23.00 bo jutro mam iść do pracy - teraz mam to w dupie. Jestem młody teraz na prawdę. Kurwa trochę szkoda że dopiero teraz to odkryłem. Powinienem to zrobić już na początku liceum. Jak widać IQ 140 to nie wszystko... Jestem wyjątkowo zadowolony z swoich osiągnięć pomimo iż nie są wykonane perfekcyjnie - i w ogóle jest nawet fajnie. Problemów prawie nie ma - jak na razie największy to dwa niezaliczone egzaminy - to znaczy mam niewielkie problemy. I niech tak pozostanie.